Moja jednoosobowa działalność gospodarcza właśnie skończyła 18 lat.
Na zdjęciu trzymam nagrodę od dzieci z napisem: „If you can dream it, you can do it.”
Te słowa Walta Disneya są ze mną od dawna. Kiedy moja córka była mała, przykleiłam je na ścianie w jej pokoju. Chciałam, żeby wzmacniała przekonanie, że może marzyć, próbować i szukać własnej drogi. Dzisiaj ta statuetka wraca do mnie w ciekawy sposób.
Jak wyglądałoby te osiemnaście lat, gdybym spojrzała na nie przez pryzmat Systemu Wewnętrznej Rodziny IFS?
Kto właściwie prowadzi tę firmę?
Zobaczyłam firmę, w której przez cały ten czas pracował całkiem spory wewnętrzny zespół. Na jego czele stoi Izabela Przedsiębiorczyni. To na jej zlecenie działa cały departament do spraw biznesu.
Jest Wizjonerka i to ona wymyśla kierunki, projekty, warsztaty, sposoby docierania do ludzi. Czasem jeden pomysł dopiero zaczyna kiełkować, a ona już stoi w drzwiach z kolejnym.
Są we mnie części ekonomiczne. Naoglądały się od dzieciństwa, jak zeszyt i ołówek robią swoje. Kolejno doświadczyły wiedzy ekonomicznej oraz pracy w korporacjach przez dwie dekady, gdzie pod okiem mentorek nauczyły się, że analiza płynąca z KPI-ów daje wybór. Dziś liczą opłacalność projektów i szukają praktycznych rozwiązań prawnych. Twardo stąpają po ziemi i regularnie przypominają Wizjonerce, że excel w JDG także ma swoje zastosowanie.
Jest też część od sensu. Ona często pyta: „Po co?”. Całkiem jak w piosence Kayah, o tym samym tytule. Jeśli nie znasz — zachęcam, odsłuchaj.
Część od sensu chce wiedzieć, w imię czego oddajemy swój czas i energię? Szuka i sensu, i znaczenia w robieniu rzeczy, które komuś służą, coś poruszają, zmieniają, wnoszą wartość i tworzą realną zmianę. Sam fakt, że coś da się zrobić, stanowi dla niej zaledwie początek rozmowy. Kiedy otrzyma jasność co do sensu i znaczenia, włącza zielone światło i jedziemy dalej.
Izabela Przedsiębiorczyni zaczęła pracę dużo wcześniej
Kiedy zaczęłam przyglądać się Izabeli Przedsiębiorczyni, zaprowadziła mnie dużo dalej niż osiemnaście lat wstecz. Pokazała mi moją ukochaną babcię Reginę.
Jako mała dziewczynka jeździłam z babcią Reginą autobusami i tramwajami do Pabianic — miasta, które wtedy żyło włókiennictwem. Babcia kupowała tam kapy, duże ozdobne narzuty na łóżka. Potem jechałyśmy z nimi – do Aleksandrowa Łódzkiego, gdzie sprzedawała je z zyskiem na rynku.
Dziś powiedziałabym: obserwowałam Reginę przedsiębiorczynię. Potem byli moi rodzice. W latach osiemdziesiątych już prowadzili prywatny biznes. Zlecali produkcję konfekcji damskiej, a później rozwozili ją do małych sklepów na Mazurach, czasem z Izabelą jako pasażerką.
Dorastałam wśród bliskich, którzy mieli pomysły, organizowali procesy i podejmowali ryzyko, a później sprawdzali, co z tego wyniknie. Wtedy Izabela Przedsiębiorczyni zaczynała się we mnie urządzać.
Miała też bardzo energiczną pomocnicę. Część dziecięcą, która niosła mocną przysięgę:
„Nikt, nigdy nie będzie mi mówił, co mam robić!”
Ta część nie pozwoliła odebrać Izie wolności. Do dziś ma ogromną potrzebę autonomii. Chce wybierać, sprawdzać, chodzić własnymi drogami. Przez lata dawała mi energię do podważania gotowych rozwiązań i szukania własnych.
W osobistej terapii poznałam historie, z których wyrosła jej przysięga. Dzisiaj dobrze dogaduje się z częścią od sensu. Jedna pilnuje autonomii, druga kierunku.
Departament od dowożenia, jakości i kontroli
Bardzo aktywna jest też część, która wybiera osiągać to, co Wizjonerka wymyśli. Lubi konkretne i mierzalne cele, a szczególnie te momenty, kiedy pomysł przestaje być pomysłem i zaczyna istnieć w świecie. Ta część potrafi pracować długo i intensywnie. Po zakończeniu projektu zwykle rozgląda się dookoła i pyta:
„Dobrze, i co dalej?”
Oczywiście mam też część, która dba o jakość. Kiedyś ktoś wewnątrz przezywał ją Perfekcjonistką. Jej wzrok wciąż działa jak lupa, dostrzegając przecinek, który warto przesunąć, zdanie proszące się o poprawkę i szczegół, który większość świata spokojnie puściłaby dalej. Jej motto brzmi mniej więcej:
„Jeżeli już coś robimy, zróbmy to naprawdę dobrze”
Przez wiele lat blisko współpracowała z częściami, które kontrolowały i krytykowały. Te od kontroli lubiły terminy, zobowiązania i szczegóły — wszystko powinno mieć według nich swoje miejsce. Delegowanie odpowiedzialności długo stanowiło spore wyzwanie. Moje części wolały przejąć sprawę i mieć pewność, że temat został doprowadzony do końca.
Dzisiaj pracują inaczej. Mają więcej zaufania, a przekonanie co do znaczenia błędów zostało przetransformowane na bardziej wspierające. Dogadały się też z częścią, która krytykowała je za wszystkie pomyłki, nawet potencjalne, te z przyszłości. Dziś obserwuję u nich znacznie więcej ciekawości wobec tego, co wyjdzie inaczej, niż planowałyśmy.
„Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”.
Znamy się też z departamentem ds. krytyki. Jego komunikaty bywały szorstkie, krótkie i miały duży zasięg rażenia: „To jeszcze za mało”, “ Jesteś do niczego” „Stać cię na więcej”, „Popraw”.
Dzisiaj wiem, ile pracy wykonywał ten departament, skutecznie chroniąc przed oceną innych, wychwytując błąd wcześniej, zanim zrobi to ktoś z zewnątrz.
Od jakiego czasu skład departamentu ds krytyki udał się na zasłużoną emeryturę i jest tam nowe stanowisko: Specjalistka ds. jakości. Nadal widzi szczegóły, potrafi zakwestionować pomysł i mówi, że coś warto dopracować. Teraz zamiast oceny częściej przynosi informację: „Sprawdźmy to jeszcze raz” albo „Tutaj możemy zrobić coś inaczej”.
A obok nich siedzi Prokrastynująca. Jest trochę jak Hiszpanka, bo jej filozofia brzmi: „Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze. Będziesz miała dwa dni wolnego”. Słucha naszych wspaniałych pomysłów, patrzy na cały rozkręcony dział projektowy i spokojnie odpowiada: „Dobrze. Zajmiemy się tym jutro. Albo pojutrze”. Ma luz i swobodę.
Przedsiębiorczyni przez lata dostawała przy niej białej gorączki. Dzisiaj Prokrastynująca czasem zatrzymuje ekipę, kiedy część zmęczona czeka na swoją kolej. Czasem reaguje na przytłoczenie i wchodzi dokładnie wtedy, kiedy Perfekcjonistka ustawi poprzeczkę za wysoko.
Jest we mnie część, która niesie odpowiedzialność. Ona ma hasło, takie jak znana firma logistyczna:
„Na czas, na miejsce, na pewno”
Zobowiązania wobec ludzi traktuje bardzo serio. Potrafi długo korzystać z rezerw energii. Dopiero od pewnego czasu do jej działu regularnie zagląda część od balansu i pyta
„Ile właściwie mamy dziś paliwa?”.
Przynajmniej raz w miesiącu pojawia się część od rozwoju, specjalistka ds benchmarku. Rozgląda się i patrzy, co robią inni, dokąd doszli, co stworzyli. Potem przynosi materiały do Izy – Przedsiębiorczyni i pyta
„A może warto się temu i temu przyjerzeć ?”
Część, która cierpiała na syndrom oszustki
Była we mnie jeszcze jedna część, która przez wiele lat była przekonana, że niewiele ma do powiedzenia. Niosła syndrom oszustki, a kiedy ktoś wypowiadał opinię, chwalił czy doceniał Izę, kwestionowała i pytała: „Czy to na pewno o Izie?”. To ona pytała, czy umie wystarczająco dużo, czy zrobiła wystarczająco dobrze, czy ma wystarczające doświadczenie…
Carpe diem!
Jest też część, która lubi celebrować. To ona świętuje relacje, zakończone etapy i projekty, ważne momenty, małe sukcesy i duże rocznice, ale też zwyczajne życie, zapraszając do śniadaniownia i chwytania dnia oraz tego, co tu i teraz.
Jest też we mnie obecna część, która nauczyła się odżałowywać. Ona pomaga mi żegnać pomysły, projekty, plany i relacje, w które włożyłam czas, energię i serce, a które przestały mieć swoje miejsce. Potrafi zrobić więcej miejsca na pomieszczenie rozczarowania, straty i żalu, a potem powiedzieć: „To było ważne. To się nie wydarzyło. I możemy już iść dalej”. Dzięki niej coraz łatwiej kończę to, co się wyczerpało, i robię przestrzeń na coś nowego.
Część od rozwoju może brać naukę i szukać tego co jest do wzrostu. Zarówno jako transformacji przekonań i przysiąg czy nauki nowych umiejętności.
18 lat na swoim. A w środku cały zespół. Bardzo IFS-owa firma
Patrzę więc dziś na osiemnaste urodziny mojej firmy i widzę, że prowadziłam ją razem z nimi wszystkimi.
Czasem stery brała Wizjonerka. Innym razem Osiągająca. Perfekcjonistka pilnowała standardów, Kontrolująca harmonogramu, Prokrastynująca ogłaszała przerwę techniczną, a Wizjonerka zdążyła już w tym czasie otworzyć kolejny projekt.
Przez osiemnaście lat wiele razy zmieniał się dynamika. Niektóre części dostały nowe stanowiska, inne zmieniły zakres obowiązków. Jeszcze inne odkryły, że mogą przestać pracować przez całą dobę.
Dzisiaj coraz częściej wokół mojego serca odbywa się narada. Kto ma teraz coś ważnego do powiedzenia? Kto potrzebuje wsparcia? Kto właśnie przesadził z godzinami pracy? Kto widzi coś, czego reszta jeszcze nie dostrzega? I kto może dziś po prostu odpocząć? Dziękuję całej swojej wewnętrznej rodzinie.
Moc wdzięczności
Czuję też moc wdzięczności dla każdego człowieka, którego spotkałam na tej drodze i dzięki któremu jestem dzisiaj właśnie w tym miejscu swojego życia. Szczególne miejsce w moim sercu ma moja babcia Regina i rodzice. Dziękuję za zaufanie i gotowość do spotkań oraz rozmów, tych głębokich i tych całkiem lekkich. Za oceany inspiracji, moc informacji zwrotnych, wszelkie wzruszenia i poruszenia, wspólne projekty i sytuacje, które nie poszły po czyjejś myśli. Dziękuję wszystkim ludziom, od których mogłam się uczyć, i tym, którzy uczyli się ze mną.
Uściski,



